Polaków nie stać na ekologię

Reading Time: 2 minutes

Przeprowadzenie szeroko zakrojonych remontów w polskich budynkach może stanowić wyzwanie finansowe dla wielu obywateli. Jak wynika z rozmowy z Mariuszem Łubińskim, prezesem spółki Admus specjalizującej się w zarządzaniu nieruchomościami, Polska stoi przed trudnym zadaniem wdrożenia dyrektywy budynkowej Unii Europejskiej.

Zgodnie z nowymi wymogami, wszystkie nowe budynki do 2030 roku muszą być zeroemisyjne, a stare budynki mają przejść gruntowną modernizację do 2050 roku. Jak to przetłumaczyć na język portfela przeciętnego Kowalskiego? Otóż, koszty są astronomiczne: przewiduje się, że dla wspólnota mieszkaniowa licząca 300 lokali, zostanie obciążona kwotą około 13 tysięcy złotych za mieszkanie. Dodatkowo, opłaty na fundusz remontowy mogą wzrosnąć trzykrotnie.

Niezależnie od obowiązków dotyczących termomodernizacji i wymiany okien, istotna jest też wymiana tradycyjnych systemów ogrzewania na takie oparte na odnawialnych źródłach, a to wiąże się z kolejnymi, wielkimi wydatkami. Innym problemem jest to, że pompy ciepła, które są jednym z proponowanych rozwiązań, nie zawsze są możliwe do instalacji w starych kamienicach czy blokach bez odpowiednich warunków technicznych.

Dyrektywa, choć niewątpliwie służy szczytnym celom ekologicznym, stawia pod znakiem zapytania możliwości jej wdrożenia w obecnych warunkach mieszkaniowych i ekonomicznych Polski. Problem dotyka szczególnie mieszkańców starych bloków oraz kamienic w centrach miast, w których nie da się spełnić wielu z tych wymogów. Jak zauważa Łubiński, już teraz spotyka się z tragicznymi historiami emerytów, którzy nie są w stanie pokryć nawet kosztów bieżącego funkcjonowania.

Na horyzoncie pojawia się także widmo blackoutu, gdy zapotrzebowanie na energię elektryczną drastycznie wzrośnie w wyniku rosnącej popularności pomp ciepła i elektrycznych aut. Polska, jak na ironię, wciąż nie ma gotowej odpowiedzi na to zapotrzebowanie, a pierwsza elektrownia atomowa ma ruszyć nie wcześniej niż w 2040 roku.

Rzeczywistość jest taka, że koszty wdrożenia dyrektywy budynkowej są ogromne, a jej realizacja w bieżącym stanie może być dla wielu Polaków niemożliwa bez poważnych konsekwencji finansowych. Czy zatem naprawdę jesteśmy gotowi na tę ekologiczną rewolucję, czy to raczej finansowa utopia? Time will tell, jak mawiają Anglosasi. Ale jedno jest pewne – bez solidnego wsparcia rządowego i adekwatnych planów adaptacyjnych, nasze budynki mogą okazać się nie tylko nieszczelne, ale i niestabilne pod względem finansowym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *