×

Program „Mieszkanie na start”: świetny pomysł na papierze, zamieszanie w rzeczywistości

Program „Mieszkanie na start”: świetny pomysł na papierze, zamieszanie w rzeczywistości

Reading Time: < 1 minute

W świecie idealnym rządowy projekt „Mieszkanie na start” miałby być rewolucją na rynku mieszkaniowym. W rzeczywistości stał się areną politycznych przepychanek i symbolem biurokratycznego zamieszania. Prace nad projektem są jak serial bez finału – ciągłe zwroty akcji i niekończące się cliffhangery.

Program przyjęty przez niektórych z entuzjazmem, a przez innych z dezaprobatą, miał umożliwić młodym osobom zaciągnięcie kredytu o oprocentowaniu 0 procent. Teoretycznie brzmi to jak świetny pomysł. Praktycznie? Włodzimierz Czarzasty z Lewicy na spotkaniu z wyborcami zadał pytanie młodzieży o zdolność kredytową i odpowiedzi były równie obiecujące, co sale na targach nieruchomości w czasach pandemii – niemalże nikogo na horyzoncie.

„Nie podoba nam się kredyt 0 proc.,” mówi Czarzasty, jakby kredyt bez oprocentowania mógł komukolwiek się nie podobać. Problem w tym, że bez zdolności kredytowej jest to jak obiecywanie darmowych lotów na Marsa – pięknie brzmi, ale mało kto skorzysta.

Jan Dziekoński, ekspert rynku nieruchomości, opisuje sytuację jako „dziwną” – i ma rację. Deweloperzy grają w ciemno, a przyszli nabywcy mieszkań nie wiedzą, czy ich umowy w końcu „wykoleją się” na torach politycznych rozgrywek. W tle słychać szum niepewności, który wcale nie pomaga w podejmowaniu decyzji.

Co dalej z tym projektem? Nieoficjalnie mówi się, że nowy minister rozwoju Krzysztof Paszyk, ma rozstrzygnąć losy programu. Tymczasem minister zdaje się mieć więcej opcji niż restauracja z trzystronicowym menu. Każda decyzja, jaką podejmie, będzie miała swoje konsekwencje – zarówno dla rynku mieszkaniowego, jak i dla jego politycznej kariery.

Na razie, „Mieszkanie na start” to program, który obiecuje wiele, ale czy spełni oczekiwania? Czas pokaże, czy zostanie hitem, czy kolejnym zapomnianym epizodem w polskiej polityce mieszkaniowej.

Podobał Ci się ten artykuł?

Piszę poradniki o nieruchomościach bez marketingowej ściemy – tłumaczę przepisy na ludzki język, ostrzegam przed błędami (które sama popełniłam przez 10 lat wynajmowania mieszkań) i daję narzędzia, które faktycznie działają.

Robię to za darmo, bo uważam, że wiedza o nieruchomościach nie powinna być dostępna tylko dla tych, którzy znają się na paragrafach.

Ale utrzymanie portalu, tworzenie treści i checklisty kosztują czas i pieniądze. Jeśli ten artykuł ci pomógł, uratował przed głupim błędem albo po prostu lubisz to, co robię – postaw mi kawę. Albo dwie. Albo dziesięć, jeśli uratowałam cię przed kupnem mieszkania z grzybem pod tapetą.

Dzięki za wsparcie!

Copywriterka i licencjonowana pośredniczka w obrocie nieruchomościami (licencja PRFN nr 17115). Od 2016 roku tłumaczy skomplikowane przepisy, trendy rynkowe na język, który rozumie każdy – bez prawniczo-deweloperskiego bełkotu i bez udawania, że wszystko jest proste. Zna rynek nieruchomości nie tylko z książek i kursów, ale przede wszystkim z własnego doświadczenia: przez 10 lat zmieniała mieszkania ponad 10 razy, oglądała co najmniej dwa razy tyle i popełniła większość błędów, o których pisze (żebyś Ty już nie musiał). Wie, jak wygląda wynajem mieszkania z gniazdkami pamiętającymi marszałka Piłsudskiego, dojazd przez pół miasta i sąsiad-perkusista o 23:00. Pisze dla ludzi, którzy szukają konkretów, a nie ogólników. Dla tych, którzy chcą wiedzieć, co naprawdę ma znaczenie przy wyborze mieszkania, podpisywaniu umów i staraniu się o kredyt hipoteczny. Po godzinach śpiewa i gra na ukulele. Czasem jednocześnie. Uprawia również pole dance — niestety nie równocześnie ze śpiewem i grą na ukulele.