[Poradnik dla studenta] 18 rzeczy, na które warto zwrócić uwagę przy wynajmie mieszkania

Reading Time: 10 minutes

Najdłuższe wakacje w życiu…już za Tobą. Rok akademicki is coming. Uczelnia znajdująca się daleko od rodzinnego domu to nie tylko studenckie życie (imprezy) i trochę nauki. To przede wszystkim pierwszy sprawdzian ‘’z dorosłości’’, czyli tego, czy umiesz sobie poradzić.

Tak życiowo.

Ponieważ wredna tylko bywam, opowiem Ci dzisiaj o tym, na co warto zwrócić uwagę podczas najmu lokum w postaci mieszkania studenckiego lub stancji (jeżeli nie decydujesz się na akademik będący symbolem przedłużenia nastoletniego stanu). Wiem, bo w ciągu 10 lat (studia+praca) zmieniałam mieszkanie ponad 10 razy, a oglądałam co najmniej dwa razy tyle (nie no, na bank więcej). Spotkałam się z różnymi mieszkaniowymi osobliwościami, o których opowiem Ci w dzisiejszym poście.

Mieszkanie dla studenta, czyli red flagi, które zachęcają do ucieczki

Czyli takie ogromne znaki, które mówią Ci od razu: uciekaj. Nie ma tu dyskusji.

1.  Brak umowy*

Rozmawiasz z właścicielem mieszkania od 30 minut, a on/ona ani słowem nie wspomniał/a o umowie? Na Twoje nieśmiałe pytanie reaguje prychnięciem i januszowym tekstem:

Pani(e), po co komu umowa, jesteśmy porządnymi ludźmi, a i cena niższa’

Wersja pro:

Oczywiście umowa będzie podpisywana. Tylko malutka prośba, niech to zostanie między nami

Po pierwsze: koszty właściciela to totalnie nie Twoja sprawa, więc mówienie o tym, że bez umowy będzie taniej, jest nieporozumieniem. Właściciel drugiego cytatu jest sprytniejszy – daje Ci poczucie, że umowa jest, i możesz czuć się bezpiecznie, ale…no właśnie, ale. Tutaj korzyść jest jednostronna, bo od takiej niezgłoszonej do urzędu skarbowego umowy, właściciel od przekazywanych mu kwot, nie płaci podatku dochodowego.

Po drugie: wynajmowanie mieszkania bez umowy oznacza problemy dla właściciela, a dla Ciebie ogromną niepewność (i również prawdopodobne problemy). W żaden sposób ten stan rzeczy Cię nie zabezpiecza.

Wprawdzie właściciel nie może Cię z takiego mieszkania wyrzucić, ale w dłuższej perspektywie, wynajem bez umowy nikomu się nie opłaca.

Ps. Niektóre źródła mówią, że umowa ustna również jest wiążąca, ale na Twoim miejscu sprawdziłabym to w rzetelnym źródle (np. u prawnika).

*Z punktu widzenia prawa cywilnego nielegalne wynajmowanie lokalu bez umowy ma miejsce dopiero po okresie 12 miesięcy. Jednak każdą umowę należy zgłosić do urzędu skarbowego w celu jej opodatkowania.

2.  Brak własności mieszkania

Komu w ogóle przyszłoby na myśl, żeby sprawdzić tak podstawową rzecz? Przecież ufamy, że osoba, która ma klucze do danego mieszkania, jest jego właścicielem. No cóż, proste i przychodzi do głowy od razu. Przyznam szczerze, że ANI RAZU (dobra, raz, kiedy podpisywałam umowę najmu okazjonalnego), nie sprawdziłam, czy osoba podająca się za właściciela ma prawo własności do mieszkania. Nie mam usprawiedliwienia.

Biję się w pierś, szczególnie że sprawdzenie właściciela nie jest trudne. Po pierwsze, musisz uzyskać numer księgi wieczystej. Możesz poprosić o to właściciela lub skorzystać z płatnych narzędzi w internecie, bo podobno takie są. Nie doświadczyłam tego na żywym organizmie, więc nie polecę żadnej strony. Z tego, co zdążyłam się zorientować, to sprawdzenie jednego wpisu kosztuje w okolicach 40 zł. Po uzyskaniu numeru wystarczy wejść na stronę Elektronicznych Ksiąg Wieczystych Ministerstwa Sprawiedliwości (https://ekw.ms.gov.pl/) wpisać numer i voila! Widzisz aktualny odpis zawierający dane właściciela, opis nieruchomości, a w nim metraż, liczbę i rodzaje pomieszczeń oraz rok budowy. System pokaże Ci również czy mieszkanie nie jest np. zadłużone. Sprawdź, czy osoba podająca się za właściciela legitymuje się tymi samymi danymi. Jeżeli właściciel zatrudnił pośrednika, koniecznie zorientuj się, czy posiada on wszystkie niezbędne upoważnienia.

3.    Zbyt szczegółowy wywiad

W głowie słyszę teraz wszystkie oburzone głosy wynajmujących mieszkania, których byłam najemcą. ‘Przecież trzeba wiedzieć, komu powierza się część swojego majątku’ (często rodzinnego).

Zgadzam się. Warto wyciągać wnioski, ale Twoją czujność powinny wzbudzić pytania o szczegóły życia prywatnego, rodzinnego czy Twoich przyzwyczajeń. Żywe zainteresowanie tym, ile zarabiasz, choć właściciel zapewne chce sprawdzić, czy jesteś wypłacalny, też powinny włączyć alarm w Twojej głowie.

4.  Podejrzane układy

Mieszkanie za sprzątanie? Legenda głosi, że takie układy się sprawdzają. Są też inne, ale o nich nie będę pisać.

Zapewne istnieją uczciwi ludzie, którzy oferują miejsce do spania w zamian za różnego rodzaju (legalne!) usługi tj. za opiekę, sprzątanie, wprowadzanie psa czy gotowanie. Pojawia się też wiele ofert, które tylko udają, że są prawdziwą okazją. Jeśli jakaś oferta wydaje Ci się zbyt dobra, żeby była prawdziwa – prawdopodobnie masz rację.

5.  Stare instalacje (np. gniazdka)

Czasem sobie myślę, że miałam niebywałe szczęście, wykazując się tak spektakularną głupotą i nie ponosząc konsekwencji. Żeby ustrzec Cię przed powielaniem moich błędów, opowiem Ci historię.

Jakieś 6 lat temu, mając już spore doświadczenie w byciu najemcą, szukałam mieszkania w bardzo dużym, sł(t)onecznym mieście. Miesiąc wcześniej skończyłam staż za granicą i dostałam pracę w Polsce i do szczęścia było mi potrzebne jedynie lokum.

Znalazłam.

Świetna lokalizacja, prawie w centrum miasta. Spokojna okolica (wbrew powszechnej opinii), mieszkanie duże, słoneczne i … bardzo tanie. Do tej pory nie wierzę, że płaciłam za pokój 700 zł. No i co z tego, że mieszkanie lata swojej świetności przechodziło w XX-leciu międzywojennym? Było tanio i blisko. All I want.

Nie pomyślałam wtedy, że instalacja elektryczna także pamięta marszałka Piłsudskiego, i należałoby ją sprawdzić. Radośnie się wprowadziłam i po chwili zaczęłam żałować. Każde podłączenie czegokolwiek powodowało złowieszczy syk dobiegający z gniazdka. Skrajną nieodpowiedzialnością byłoby mieszkać tam dalej? No, to wyprowadziłam się rok później.

Opowiadam Ci o tym nie dlatego, że lubię wystawiać się na bezlitosną kpinę, ale dlatego, że warto być mądrzejszym/ą i sprawdzić rzeczy, które mogą spowodować niechybną śmierć.

6.  Grzyb i wilgoć

Kolejne potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia. Wybierając mieszkanie z rynku wtórnego, radzę uzbroić się w detektor grzyba.

Na potrzeby tego wpisu sprawdziłam – faktycznie jest coś takiego jak wykrywacz wilgoci. Jeżeli nie szkoda Ci dwóch stówek, zainwestuj. Możesz zdać się również na swoje zmysły. Szukaj na przykład śladów zalania, szczególnie w łazience. Twoją podejrzliwość może, ale nie musi, wzbudzić świeżo malowana ściana itp. Po prostu upewnij się, że będziesz oddychał niezagrzybionym powietrzem.

7.  Nieobliczalny właściciel

Podczas pierwszej rozmowy z drugim człowiekiem, tak naprawdę jedyną rzeczą, którą możemy określić to fakt, czy jest miły, czy nie.

Nie raz i nie dwa, spotkałam się z sytuacją, w której ktoś był przesympatyczny, a potem okazywał się osobą nieprzystającą do zrównoważonego społeczeństwa. W niebiznesowej relacji wiadomo, co się z tym robi. Ale co, jeśli okaże się, że właściciel mieszkania wcale nie jest taki bezkonfliktowy, jak się wydawało? Są zwiastuny, które mogą Cię uratować przed jedną z bardziej męczących decyzji (i relacji) w Twoim życiu.

Takimi zwiastunami mogą być np. zadawanie zbyt wielu osobistych pytań, notoryczne wtrącanie się w Twoją wypowiedź czy jakiekolwiek przejawy braku szacunku do Ciebie i Twojej prywatności. Może się to przerodzić w najazdy, wchodzenie do mieszkania podczas nieobecności, wieczne kłótnie itp. Po prostu uważaj.

Inne, mniej niepokojące rzeczy pojawiające się przy wynajmie, na które warto zwrócić uwagę

Przejdźmy teraz do rzeczy, które nie wywołują nerwowego przebierania nogami w celu dotarcia do najbliższego wyjścia.

8.  Dokładnie zapoznaj się z zapisami umowy

Dostajesz umowę i ją czytasz. Dokładnie. Dwa razy. Jeżeli właściciel się niecierpliwi i pogania, masz powód do powolnego rozwinięcia czerwonej flagi.

Umowa nie jest dokumentem, który łatwo się czyta. Czasem trzeba do czegoś wrócić, przeczytać jeszcze raz, aby jeszcze bardziej tego nie zrozumieć. Wtedy pytaj. To, że czegoś nie rozumiesz, nie znaczy, że jesteś głupia/głupi, tylko że tego nie rozumiesz. Podpisz umowę tylko wtedy, kiedy jasne są dla Ciebie ABSOLUTNIE wszystkie zapisy i z ABSOLUTNIE z wszystkimi się zgadzasz.

9.  Zorientuj się jak wygląda opłacanie rachunków

Ten punkt dotyczy zapisów umowy, ale zdecydowałam się go wyróżnić, gdyż na tym etapie może powstać sporo niedomówień. Upewnij się, że sposób opłacania rachunków Ci odpowiada.

Często bywa tak, że właściciel pobiera co miesiąc stałą kwotę i na zakończenie wynajmu oblicza, czy trzeba coś zwrócić, czy dopłacić. Oczywiście na podstawie rachunków, które udostępnia Ci do wglądu.

Innym sposobem jest przeniesienie tego obowiązku na wynajmującego. Rachunki przychodzą na adres wynajmowanego mieszkania, a Ty je płacisz.

10. Sporządźcie protokół zdawczo-odbiorczy

Co prawda sporządzenie protokołu zdawczo-odbiorczego nie jest obowiązkowe, ale przydatne. Oto dokument, który ma zabezpieczyć wynajmującego przed stratą, a Ciebie przed nieuzasadnionymi roszczeniami.

W takim protokole wyszczególnia się stan wynajmowanego mieszkania na dzień przekazania i warto ująć w nim:

  • stan liczników na dzień przekazania mieszkania,
  • liczbę wydanych kompletów kluczy (do drzwi wejściowych, do skrzynki pocztowej, piwnicy itp.)
  • spis urządzeń na stanie (np. pralka, lodówka, wykładziny, dywany, jeśli mieszkanie jest umeblowane to poszczególne części też dobrze wpisać)

11. Sprawdź, czy w mieszkaniu są wszystkie sprzęty, na których Ci zależy

Za każdym razem, kiedy chodziłam na zwiedzanie mieszkań przeznaczonych do wynajmu, cierpiałam na dziwną przypadłość: NIGDY nie pamiętałam, czy na stanie jest pralka. W zasadzie wiadomo, że w każdym mieszkaniu jest. Tak samo, jak lodówka, więc mój mózg uznawał, że na pewno i w tym mieszkaniu jest na stanie i nie przywiązywał do tego wagi.

Aż tu pewnego dnia…

Wróciłam z oglądania i w mojej głowie pojawiła się wątpliwość: czy w tym mieszkaniu widziałam pralkę? Była ona tym większa, że moje zmysły opanował właściciel, który wpadł w jakiś dziwny monolog trwający co najmniej 40 minut. Napisałam SMS-a. Oddzwonił.

Pralki nie ma, ale mogę kupić i wstawić. Kosztowałoby to Panią 100 zł miesięcznie do odstępnego (część zapłaty dla właściciela obok czynszu i opłat za media).

Brzmi całkiem nieźle, ale okazało się, że tę pralkę szanowny właściciel chce zachować po zakończeniu umowy najmu. Pan spłaciłby sobie pralkę i dodatkowo zarobił. Wiadomo, właściciel może dowolnie kształtować cenę (najlepiej, gdyby robił to w granicach cen rynkowych), ale to, moim zdaniem, jest zwykłe naciąganie. Panu oczywiście podziękowałam.

Dlatego: zwracaj uwagę na sprzęty, bo może się okazać, że będą Cię czekały dodatkowe koszty w postaci inwestycji. Plus — ciężko później przeprowadzać się z pralką.

12. Ustal formę płatności

Z moich doświadczeń i zdrowego rozsądku wynika, że formy są dwie:

  • przelew na konto właściciela,
  • jego wizyty raz w miesiącu (lub w innej, ustalonej częstotliwości).

Dużo wygodniejsze są przelewy i taką opcję polecam. Zdecydowanie częściej zdarza się jednak, że właściciel raz w miesiącu zjawia się w mieszkaniu. Nie jest to szczególnie wygodne, trochę krępujące i zabiera więcej czasu. Z drugiej strony, właściciel na bieżąco zapoznaje się ze stanem mieszkania i po prostu jest spokojniejszy, więc w jakimś stopniu rozumiem ten proceder.

13. Zapytaj o rodzaj ogrzewania

Kolejna, bardzo ważna rzecz, zarówno dla twojego komfortu, jak i funduszy (jeśli jesteś studentem, jedno z drugim jest mocno powiązane). Ogrzewanie może być:

  • centralne,
  • elektryczne,
  • gazowe.

Jeśli oglądasz mieszkanie w bloku z płyty lub ogólnie w bloku, możesz mieć pewność, że ogrzewanie dostarczane jest z sieci. W kamienicach i domach może Cię zaskoczyć instalacja gazowa lub elektryczna. O ile z tej pierwszej nie miałam okazji korzystać (aczkolwiek widziałam ogłoszenia, które omijałam szerokim łukiem) to z drugiej już tak.

Nie wspominam tego dobrze.

Mieszkałam wówczas w małym mieście wojewódzkim. I tutaj znowu: lokalizacja oraz niewiedza dotycząca kosztów ogrzewania prądem, zamroczyły zdrowy rozsądek. Cena też była spoko (miejsce w pokoju dwuosobowym kosztowało mnie 300 zł, później w jednoosobowym 500 zł. Fajne czasy to były).

Na szczęście te dwie zimy, podczas których przyszło mi mieszkać w tym mieszkaniu były ciepłe. Inaczej nie stać by nas (ja+współlokatorzy) było na opłacenie rachunków za prąd. Grzaliśmy tylko w ciągu dnia (była tańsza taryfa), na noc zakręcaliśmy ogrzewanie (co oznaczało spanie pod grubą kołdrą i dwoma kocami) i staraliśmy się droższą część dnia spędzać poza domem. Serio nie polecam. Od znajomych wiem, że z ogrzewaniem gazowym jest podobnie.

14. Pogadaj z sąsiadami

Opcja dodatkowa, jeśli masz trochę więcej czasu. W niektórych miastach mieszkania na wynajem bardzo szybko znikają, więc przed podpisaniem umowy, możesz nie zdążyć, porozmawiać z sąsiadami na temat miejscowych zwyczajów czy okolicy.

Jeżeli masz chwilę, zdecydowanie warto. Szczególne dobrym źródłem informacji jest osiedlowa starszyzna. Nie dość, że dowiesz się wielu rzeczy, to jeszcze utniesz sobie miłą pogawędkę.

15. Sprawdź, czy masz możliwość wprowadzania zmian w mieszkaniu

Nie oszukujmy się: dla większości ludzi to nie jest jedynie miejsce, w którym można się przespać. Od mieszkania, nawet na wynajem, oczekuje się, choć maleńkiej dozy personalizacji. Niektórzy właściciele nie pozwalają na przemalowanie ścian czy powieszenie obrazka na ścianie, ale są też tacy, którzy nie mają z tym problemu.

Jeśli ściany w mieszkaniu są nieznośnie żółte, a Ty wolisz zieleń – zapytaj właściciela. Kiedy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie.

16. Sprawdź okna i drzwi

Czyli podstawowe wyposażenie mieszkania. Sprawdź, czy okna otwierają się bez oporu, czy są uszczelnione. To pozwoli Ci spokojnie przetrwać każdą porę roku, zwłaszcza zimę, bo ciepło nie będzie uciekać (a jeśli zdecydujesz się na ogrzewanie elektryczne to… cóż, nie stracisz CENNEGO ciepła).

Radzę również sprawdzić drzwi tj. czy zamki trzymają, czy klucz obraca się w zamkach itp. Jedno z mieszkań, w którym mieszkałam, dostarczało mi niesamowitej ‘rozrywki’. Nigdy nie wiedziałam, kiedy będę musiała mierzyć się z problemem otwarcia drzwi. Czasem drzwi otwierały się bez zastrzeżeń, innym razem musiałam kombinować. Mój osobisty rekord: godzina kręcenia kluczem pod różnymi kątami (to mieszkanie z opowieści o gniazdkach).

17. Sprawdź instalację wodno-kanalizacyjną

Przede wszystkim przyjrzyj się ciśnieniu wody oraz drożności odpływów ściekowych. Pamiętaj, że ciśnienie wody w budynku może być niższe z każdym piętrem. Wody Ci na pewno nie zabraknie, ale taki prysznic może być bardzo uciążliwy.

Przyjrzyj się też temu, jak szybko schodzi woda. Jeżeli za wolno, oznacza to, że odpływ może być zapchany, co szybko można naprawić. Gorzej, jeżeli to instalacja jest źle wykonana. W takim wypadku może Ci to bardzo uprzykrzyć życie.

18. Zapytaj o dostęp do piwnicy/strychu/komórki lokatorskiej

Bardzo przydatne pomieszczenia. Oprócz tego, że zapytasz, czy istnieją, dowiedz się, czy masz możliwość przechowywania tam swoich rzeczy. Często piwnice traktowane są jako składziki na rzeczy, które nie mieszczą się już w piwnicy mieszkania właściciela.

Taki protip ode mnie: przechowywanie roweru na balkonie przez całą zimę to zły pomysł.

Bonus: szukanie mieszkania za granicą

W 2015 roku otrzymałam propozycję stażu. Za granicą. W Belgii — w Brukseli. Staż płatny, niemniej bez opcji zakwaterowania. O to musiałam zadbać sama. Z uwagi na to, że byłam studentką, nie bardzo mogłam sobie pozwolić na dodatkową wizytę w stolicy Belgii, więc cały proces musiałam przeprowadzić zdalnie.

Cóż w tym trudnego, szczególnie w dobie Internetu? Ano trudność polega na tym, aby nie dać się oszukać. Ogłoszeń było mnóstwo, ceny atrakcyjne a oszuści bardzo sprytni. Czasem kazali sobie wysyłać całą kaucję, a czasem połowę. Ciężko komuś wysłać kasę jak nie wiesz nawet, czy dane mieszkanie istnieje.

Jeśli masz znajomych w danym mieście, możesz ich poprosić o wizytę i sprawdzenie lokalu. Jeśli nie – robi się ciekawie. Szukałam w ten sposób równe 3 miesiące i nic. Dopiero później dostałam kontakt do gościa, który wynajmuje pokoje tylko dziewczynom (dziwna sprawa) w swoim domu. Nie mając wyjścia, zgodziłam się, wysłałam kasę (był sprawdzony, wiele dziewczyn z biura korzystało z tej propozycji) i czekałam na wyjazd. Wiem, że stopniuję napięcie, ale nic złego się nie wydarzyło.

Wiedziałam, że nie chcę u niego mieszkać całe 3 miesiące (potem przedłużono mi staż do 9 miesięcy, a tyle na pewno bym tam nie wytrzymała) i było to mieszkanie tylko po to, aby w międzyczasie znaleźć sobie inne miejsce.

Szukanie na miejscu jest dużo łatwiejsze.

Miło Cię tu widzieć, bo to oznacza, że (być może) udało Ci się przeczytać całego posta. Chciałabym, żeby Ci pomógł – włożyłam w pracę nad nim wiele serca i pół soboty (więc poświęciłam bardzo dużo). Mam nadzieję, że nie dasz złapać na coś, co Ci nie odpowiada.

Jeśli chcesz o coś zapytać weteranki – napisz do mnie.

O autorce

Entuzjastka nieruchomości (bynajmniej nie własnych), zwolenniczka pisania o ułańskiej fantazji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *