×

Deweloperzy między młotem a kowadłem: kryzys zmusza do zmian

Deweloperzy między młotem a kowadłem: kryzys zmusza do zmian

Reading Time: 2 minutes

Polski rynek budowlany, który jeszcze niedawno prężnie się rozwijał, teraz boryka się z problemami na wielu frontach. W obliczu stagnacji inwestycji deweloperskich, firmy są zmuszone do redefinicji swoich strategii i przyjmowania mniej dochodowych zleceń. Co więcej, rosnące zainteresowanie przetargami publicznymi może być oznaką desperacji branży, która stara się przetrwać trudne czasy.

Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości, zauważa z nutą rezygnacji: „Gdy inwestycji deweloperskich zaczyna być mniej, nie można wybrzydzać przy zleceniach.” Zatem, niechętnie ale stanowczo, deweloperzy kierują swoje kroki ku rządowym i samorządowym zamówieniom.

Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, podkreśla, że branża znajduje się w specyficznym momencie: „Nie ruszyły jeszcze inwestycje realizowane ze środków z KPO i nowej perspektywy unijnej, a jednocześnie przecież ludzie muszą mieć pracę.” Jest to trudny czas dla wszystkich — nie tylko dla wielkich graczy, ale również dla mniejszych przedsiębiorstw, które muszą walczyć o każdy przetarg.

Do budowy żłobka w Szczecinie zgłosiło się aż ośmioro chętnych, co jest dowodem na to, że firmy budowlane skwapliwie reagują na każdą możliwość zysku, nawet jeśli nie jest ona tak atrakcyjna jak dawniej. Mecenas Bożena Licht zauważa, że zmienia się także geografia inwestycji: „Obecnie często nawet 10 czy 15 firm zgłasza się do realizacji zadań publicznych, nawet jeśli są one prowadzone poza ich tradycyjnym obszarem działania.”

Łukasz Zemski z Klastra Budowlanego dodaje, że branża mierzy się z wieloma wyzwaniami: wysoką inflacją, rosnącymi kosztami pracy, energii, a także z gwałtownym wzrostem cen materiałów budowlanych w 2022 roku, które wpłynęły na opłacalność wielu projektów.

Deweloperzy, mimo że znajdują się w niełatwej sytuacji, starają się dostosować do zmieniających się realiów rynkowych. Przejście od wielkich, dochodowych projektów do bardziej skromnych inwestycji publicznych, choć może nie brzmi zachęcająco, to jednak zapewnia stabilność i kontynuację działalności. To trudna lekcja dla branży, która musi nauczyć się nowego podejścia do biznesu w coraz bardziej niepewnych czasach.

Podobał Ci się ten artykuł?

Piszę poradniki o nieruchomościach bez marketingowej ściemy – tłumaczę przepisy na ludzki język, ostrzegam przed błędami (które sama popełniłam przez 10 lat wynajmowania mieszkań) i daję narzędzia, które faktycznie działają.

Robię to za darmo, bo uważam, że wiedza o nieruchomościach nie powinna być dostępna tylko dla tych, którzy znają się na paragrafach.

Ale utrzymanie portalu, tworzenie treści i checklisty kosztują czas i pieniądze. Jeśli ten artykuł ci pomógł, uratował przed głupim błędem albo po prostu lubisz to, co robię – postaw mi kawę. Albo dwie. Albo dziesięć, jeśli uratowałam cię przed kupnem mieszkania z grzybem pod tapetą.

Dzięki za wsparcie!