Jak kupić mieszkanie na kredyt hipoteczny? Przewodnik dla kupujących: krok po kroku
Kredyt hipoteczny to dla większości z nas jedyna droga do własnego mieszkania. Bez kredytu na mieszkanie po prostu (najczęściej) się nie da. Ale zanim wpadniesz w panikę na myśl o wieloletnim zobowiązaniu – kredyt wcale nie musi być potworem bytującym pod łóżkiem.
Problem w tym, że większość kupujących traktuje sprawę jak sprint. Pędzą do pierwszego lepszego banku, podpisują, co im podsuną, a potem przez 20 lat żałują pochopnych decyzji.
Najczęstsze błędy? Brak przygotowania, nieznajomość własnych możliwości finansowych i ślepe zaufanie do pierwszej oferty. Ludzie zakochują się w mieszkaniu jeszcze przed wizytą w banku, a potem desperacko szukają na nie pieniędzy.
Ale spokojnie – wcale nie musisz być ekspertem od finansów. Wystarczy, że poznasz podstawowe zasady gry i nie dasz się zwieść pozornie atrakcyjnym ofertom.
Spis treści
ToggleCzy jesteś gotowy na zakup nieruchomości z kredytem mieszkaniowym?
Zanim zaczniesz przeglądać oferty mieszkań i marzyć o tym, jak urządzisz salon, zadaj sobie brutalne pytanie: czy w ogóle jesteś gotowy na ten krok? Bo widzisz, kupno mieszkania to nie tylko kwestia chęci i znalezienia ładnego lokum. To przede wszystkim twarda matematyka.
Wkład własny – pierwsza bariera do przeskoczenia
Banki nie są organizacjami charytatywnymi i nie pożyczą ci 100% wartości mieszkania. Jeśli chcesz wziąć kredyt, standardowo musisz mieć co najmniej 10% wkładu własnego, choć w praktyce warto mieć więcej – 15-20%. Dlaczego? Bo większy wkład własny to niższe oprocentowanie i mniejsza miesięczna rata.
Koszty okołozakupowe – bolesne niespodzianki
Tu jest problem, o którym mało kto ci powie na początku. Kupno mieszkania to nie tylko jego cena plus kredyt. Do tego dochodzą:
- taksa notarialna,
- podatek od czynności cywilnoprawnych (2% dla mieszkań z rynku wtórnego, chyba że kupujesz swoje pierwsze mieszkanie, wówczas obowiązuje cię zwolnienie z tego podatku),
- ubezpieczenie mieszkania i życia,
- wpis hipoteki do księgi wieczystej,
- prowizja dla pośrednika (jeśli zdecydujesz się skorzystać z jego usług),
- koszty wyceny mieszkania dla banku.
W sumie może to być nawet 3-4% wartości mieszkania. Przy mieszkaniu za 400 tysięcy to dodatkowe 12-16 tysięcy, których mogłeś nie wkalkulować.
Poduszka finansowa – twoje zabezpieczenie
A teraz najważniejsze: po zakupie mieszkania nadal musisz żyć. I nie tylko żyć, ale także być przygotowanym na nieprzewidziane sytuacje. Eksperci radzą, żeby po zakupie mieszkania mieć jeszcze odłożone pieniądze na 3-6 miesięcy życia. To znaczy, że jeśli twoje miesięczne wydatki to 4 tysiące, powinieneś mieć jeszcze 12-24 tysiące na czarną godzinę.
Czy twoja sytuacja pozwala na bezpieczny kredyt?
Bank sprawdzi twoje dochody, ale ty też powinieneś być wobec siebie szczery. Podstawowe pytania:
- Czy masz stabilną pracę?
- Czy twoje dochody są regularne?
- Czy masz inne zobowiązania finansowe?
- Czy po opłaceniu raty zostanie ci wystarczająco na życie?
Zasada jest prosta: rata kredytu plus pozostałe zobowiązania nie powinny przekraczać 40-50% twoich dochodów. Jeśli zarabiasz 6 tysięcy netto, maksymalna rata to około 2,4-3 tysiące. Ale uwaga – to maksimum, nie cel do osiągnięcia.
Kalkulator zdolności – ile możesz wydać?
Każdy bank ma swój kalkulator zdolności kredytowej dostępny online. Ale nie ufaj im ślepo – to tylko orientacyjne wyliczenia. Banki często pokazują maksymalną kwotę, którą teoretycznie możesz dostać, ale to nie znaczy, że już powinieneś wypełniać wniosek o kredyt hipoteczny.
Pamiętaj też, że bank patrzy na twoje dochody przez pryzmat ostatnich miesięcy. Jeśli właśnie dostałeś podwyżkę albo zmieniłeś pracę, może warto poczekać kilka miesięcy, żeby udokumentować wyższe zarobki.
Nie spiesz się z decyzją. Lepiej poczekać rok i zgromadzić więcej pieniędzy na spłatę kredytu, niż przez 20 lat żałować pochopnej decyzji.
Wybór i kupno mieszkania – rynek pierwotny czy rynek wtórny?
No dobrze. Masz już wyliczoną zdolność, przeżyłeś spotkanie z Excelem i mniej więcej wiesz, na jaką kwotę kredytu możesz sobie pozwolić. Czas więc zadać pytanie, które brzmi jak wybór między latte a espresso: pierwotny czy wtórny? Spoiler: obie opcje mają swoje minusy. I plusy też, żeby nie było.
Rynek pierwotny – świeżynka od dewelopera
Zalety? Wszystko pachnie nowością, nie musisz zdzierać tapety z rybami i nie wita Cię sąsiad z awanturą w drzwiach, bo „wcześniejsi to robili imprezy”. Dodatkowo – brak podatku PCC (2%) i nowoczesna infrastruktura.
Ale…
- Kupujesz dziurę w ziemi i musisz uwierzyć w wizualizacje (a one – wiadomo – mają więcej filtrów niż insta-influencerki).
- Bank może wypłacać kredyt w transzach, czyli nie wszystko od razu.
- Czekasz. Miesiące. Czasem lata. A czasem jeszcze dłużej, bo „opóźnienia na budowie”.
Rynek wtórny – mieszkanie z historią (czasem dramatyczną)
Dostajesz klucze, wchodzisz i… masz mieszkanie. Od razu. Widzisz, co kupujesz. Możesz się przyjrzeć, obwąchać, sprawdzić, czy sąsiad gra na saksofonie o 2 w nocy. Dla banku to też często prostsza sprawa.
Ale…
- PCC – zapłać 2% podatku od wartości mieszkania. Nie brzmi groźnie? Przy 500 tysiącach to 10 tys. (wyjątek w opłacaniu tego podatku wskazałam powyżej).
- Czasem trzeba dołożyć do remontu. I to nie „pomalujemy ściany na miętowy”, tylko „trzeba skuć wszystko i zacząć od nowa”.
Na co bank zwraca uwagę przy różnych typach nieruchomości?
Bank to nie ciocia z prezentem na parapetówkę. Zanim da Ci kredyt, zrobi audyt Twojego życia, a potem jeszcze rzuci chłodne spojrzenie na sam lokal. Co sprawdza?
- Księgę wieczystą – musi być czysta jak sumienie mnicha. Zero wpisów o hipotece, współwłaścicielach znikąd, dziwnych służebnościach.
- Rodzaj budynku – stare kamienice? Może być problem. Wielka płyta z lat 70.? Da się, ale z niższą wyceną. Lokal użytkowy przebrany za mieszkanie? Zapomnij.
- Metraż – kawalerka 17 m²? Bank może powiedzieć: „to nie lokal mieszkalny, proszę pani”. A jak nie, to przynajmniej zawyży marżę
- Lokalizacja – tak, tak. Liczy się nie tylko Twoja zdolność kredytowa, ale też to, czy mieszkanie da się w razie czego sprzedać. Mieszkania w środku pola – minus. Mieszkania przy metrze – plus.
Co warto sprawdzić samemu, zanim bank w ogóle wejdzie do gry?
Bo wiesz, to nie jest tak, że jak już się bank zgodzi, to jesteś wygrany. Możesz wpakować się w nieruchomość, która jest jednym wielkim pasmem nieszczęść – tylko że ładnie wygląda na zdjęciach.
Lista rzeczy do ogarnięcia:
- Księga wieczysta – tak, znowu ona. Sprawdź, czy właściciel faktycznie jest właścicielem, czy nie ma dziwnych wpisów i czy lokal nie jest zadłużony po uszy.
- Plan zagospodarowania przestrzennego – dziś masz widok na łąkę, a za rok będziesz miał widok na centrum logistyczne z tirami 24/7.
- Stan techniczny – chcesz się wprowadzać czy od razu robić generalny remont? Obejrzyj ściany, instalacje, okna. Jeśli nie masz zmysłu do tego typu rzeczy – weź kogoś, kto ma.
- Rachunki – zapytaj o koszty eksploatacji, fundusz remontowy, wspólnotę mieszkaniową.
- Sąsiedzi – o ile się da. Chociażby po to, żeby nie odkryć po przeprowadzce, że pod Tobą mieszka miłośnik techno, a nad Tobą ktoś, kto hoduje stado papug.
Podsumowując: zanim dasz się oczarować czystej klatce i meblom z Ikei – sprawdź, co się za tym wszystkim kryje. Pamiętaj, że bank oceni Cię przez pryzmat ryzyka, ale to Ty będziesz tam żyć. I Ty będziesz płacić.
Zakup mieszkania na kredyt krok po kroku: jak wygląda proces zakupu mieszkania z kredytem?
To nie sprint. To nie maraton. To bardziej, jak popularne ostatnio, biegi z przeszkodami. Ale spokojnie – jak znasz trasę, nie wpadniesz w błoto po kolana. Oto jak wygląda proces kupna mieszkania z kredytem hipotecznym – na chłodno i po ludzku.
Rezerwacja lub umowa przedwstępna
Masz na oku konkretną nieruchomość? Świetnie. Tylko nie rób jeszcze przelewu życia. Najpierw zabezpiecz sobie prawo do zakupu.
Opcja 1: umowa rezerwacyjna (częściej przy rynku pierwotnym)
Płacisz deweloperowi kilka tysięcy (max. do 1% wartości nieruchomości) i w zamian nikt inny nie kupi tego mieszkania przez X czasu. To nie jest umowa zobowiązująca, ale daje Ci czas na załatwienie kredytu.
Opcja 2: umowa przedwstępna (częściej przy rynku wtórnym)
Spisujesz z właścicielem umowę (najlepiej notarialnie), w której zobowiązujecie się do finalizacji transakcji w określonym terminie. Wnosisz zadatek – zazwyczaj 5-10% ceny.
Uwaga: podpisując jakąkolwiek z tych umów bez wcześniejszej analizy zdolności kredytowej, grasz w rosyjską ruletkę z własnym portfelem.
Wniosek kredytowy – dokumenty i czas oczekiwania
Masz umowę? Czas na banki. Ale najpierw czeka Cię dokumentacyjny survival.
Co będzie potrzebne?
- zaświadczenia o zarobkach (albo PIT-y, jeśli jesteś samozatrudniony),
- umowa o pracę/zlecenie/dzieło lub dokumenty firmy,
- wyciągi z konta (czasem nawet z 6 miesięcy),
- dowód osobisty,
- dokumenty nieruchomości: umowa przedwstępna, KW, wyciąg z rejestru gruntów, rzut lokalu, czasem wycena,
- inne – zależnie od humoru banku i dnia tygodnia.
Ile to trwa?
Samo złożenie wniosku – dzień.
Oczekiwanie na decyzję – zwykle od 2 do 4 tygodni. Ale jeśli dorzucą jakieś „drobne uwagi” albo analityk akurat bierze ślub – może być dłużej.
Decyzja kredytowa i podpisanie umowy z bankiem
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem (czytaj: nie jesteś samozatrudnionym artystą z dochodem w bitcoinach), dostajesz decyzję pozytywną. Bank informuje Cię, ile i na jakich warunkach chce Ci pożyczyć.
Co teraz?
- Przeglądasz umowę kredytową – dokładnie czytasz warunki kredytu. Z kubkiem kawy, nie na kolanie między praniem a spacerem z psem.
- Podpisujesz umowę w oddziale banku.
- Bank ustala warunki uruchomienia kredytu – np. ubezpieczenie, wpis hipoteki do KW, cesja polisy itd.
Uwaga praktyczna: często między decyzją a podpisaniem mija kilka dni. Nie planuj aktu notarialnego na jutro.
Akt notarialny i wypłata kredytu
To już prawie koniec – i moment, w którym zaczynasz się pocić od tych wszystkich formalności. Idziesz do notariusza razem ze sprzedającym i podpisujecie umowę przenoszącą własność.
Co trzeba mieć ze sobą?
- Dowód osobisty
- Umowę kredytową
- Numer księgi wieczystej (jeśli nie było go wcześniej)
- Czasem zaświadczenia o braku zaległości z czynszem czy podatkiem
Po podpisaniu aktu notariusz zgłasza wniosek o wpis hipoteki do księgi wieczystej, a bank uruchamia kredyt – czyli przelewa kasę sprzedającemu lub deweloperowi. Czasem dzieje się to w 2 dni, czasem w 10 – banki mają tu swoje tempo.
Odbiór nieruchomości
Jeśli kupujesz mieszkanie od dewelopera – czeka Cię odbiór techniczny. Czyli taki moment, w którym po raz pierwszy masz wrażenie, że masz mieszkanie.
Co sprawdzić?
- Czy ściany są proste (spoiler: często nie są),
- czy okna się domykają,
- czy instalacje działają (i gdzie są),
- czy nie ma pęknięć, zacieków, farby na kontaktach itp.
Warto zabrać kogoś, kto wie, gdzie w ścianie kończy się tynk, a zaczyna patologia.
Kredyt na zakup mieszkania – co musisz wiedzieć, żeby nie przepłacić?
Kupno mieszkania na kredyt to prawdopodobnie najbardziej kosztowna decyzja w twoim życiu. I prawdopodobnie jedna z tych, przy której najłatwiej dać się naciągnąć. Banki to nie są twoi przyjaciele – to biznesy, które chcą na tobie zarobić. Im więcej zapłacisz, tym lepiej dla nich. Dlatego warto wiedzieć kilka rzeczy, zanim podpiszesz się pod kredytem, który będzie Ci ciążył przez następne dekady.
Stałe vs zmienne oprocentowanie kredytu – co wybrać?
Pierwsza decyzja, którą musisz podjąć i od razu jedna z najważniejszych. Nie ma tutaj dobrej czy złej opcji – są tylko opcje lepsze lub gorsze dla twojej konkretnej sytuacji.
Stałe oprocentowanie to twoja polisa ubezpieczeniowa od nieprzyjemnych niespodzianek. Przez pierwsze lata (zwykle 5, czasem więcej, ale nigdy mniej) płacisz dokładnie tyle samo każdego miesiąca. Nie musisz śledzić komunikatów RPP ani zastanawiać się, czy następna rata nie pokona twojego budżetu domowego. Problem? Za tę pewność płacisz. Stałe oprocentowanie na starcie jest wyższe niż zmienne.
Zmienne oprocentowanie wygląda na początku bardzo kusząco – niższe raty, więcej kasy zostaje w portfelu. Ale tu kryje się haczyk: gdy stopy procentowe idą w górę (a potrafią, oh jak potrafią), twoja rata rośnie razem z nimi. I nie mówimy tu o kilku złotych – czasem różnica może wynosić kilkaset złotych miesięcznie.
Złota zasada? Jeśli każda złotówka ma dla ciebie znaczenie, idź w stałe. Jeśli masz poduszkę finansową i nie panikujesz na myśl o zmiennych ratach, zmienne może być dla ciebie korzystniejsze. Zwłaszcza gdy stopy są niskie.
Ubezpieczenia i prowizje – gdzie bank cię oskubie
Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Siedzisz w banku, wszystko wydaje się jasne, a nagle doradca zaczyna wymieniać listę „niezbędnych” ubezpieczeń i opłat, które potęgują koszty kredytu. Brzmi to mniej więcej tak: „Oczywiście będzie pani potrzebowała ubezpieczenie na życie, od utraty pracy, naszego pakietu bankowego…”
Stop. Zatrzymaj się i pomyśl.
Co naprawdę MUSISZ mieć:
- ubezpieczenie nieruchomości – tu nie ma dyskusji;
- prowizja za udzielenie kredytu – niestety, za swoją pracę bank zawsze coś sobie policzy
Co bank próbuje ci sprzedać jako „niezbędne”:
- ubezpieczenie na życie kredytobiorcy – może brzmi strasznie, ale to twój wybór, nie obowiązek
- ubezpieczenie od bezrobocia – czasem przydatne, ale sprawdź warunki wypłaty odszkodowania
- pakiet usług bankowych – często przedstawiany jako „część kredytu”, ale można negocjować
Najważniejsza rzecz: czytaj wszystko. Dosłownie wszystko. Te ubezpieczenia potrafią kosztować więcej niż twój miesięczny wynajem, rachunek za telefon i internet razem wzięte. A warunki wypłaty są często tak skomplikowane, że zastanawiasz się, czy ktoś specjalnie je pisał, żeby były niezrozumiałe.
Pro tip: możesz wykupić ubezpieczenie mieszkania gdzie indziej – często taniej niż w banku.
Czy warto korzystać z doradcy kredytowego?
Doradcy kredytowi to trochę jak agenci nieruchomości – mogą być pomocni, ale pamiętaj, że nie pracują z miłości do ludzkości.
Plusy: Dobry doradca zna rynek jak własną kieszeń. Wie, który bank akurat lubi klientów takich jak ty, a który właśnie zacieśnił kryteria. Ma dostęp do ofert, których nie znajdziesz na stronach internetowych. Może zaoszczędzić ci miesięcy chodzenia po bankach i wypełniania wniosków.
Minusy: Jego prowizję płaci bank, nie ty. Sounds great? No nie do końca. To oznacza, że czasem może być skłonny polecić ci produkt, który jest lepszy dla banku (i jego prowizji) niż dla ciebie.
Kiedy warto:
- masz własną działalność i skomplikowane źródła dochodów;
- nie masz czasu na research i chodzenie po bankach;
- po przeczytaniu pierwszej oferty kredytowej czujesz się, jakbyś czytał instrukcję obsługi reaktora jądrowego.
Kiedy lepiej samemu:
- masz stałą pracę i prostą sytuację finansową;
- lubisz mieć kontrolę nad procesem;
- chcesz być pewien, że nikt ci nic nie wciska;
Niezależnie od tego, czy korzystasz z doradcy, czy nie – zawsze sprawdź oferty w kilku bankach. Każdy ma inne kryteria, inne warunki, inne bonusy. To, co odrzuci jeden bank, drugi może zaakceptować z lepszymi warunkami. I pamiętaj: im więcej opcji sprawdzisz, tym większe szanse na znalezienie kredytu, który nie zrujnuje ci budżetu na następne 20 lat.
Zabezpieczenia – jak się chronić przed ryzykiem?
Nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego. Ale możesz ograniczyć pole rażenia, jeśli coś pójdzie nie po Twojej myśli. Kredyt hipoteczny to nie tylko cyferki w tabelce – to również konkretne obowiązki, zapisy i pułapki, które warto rozbroić przed, a nie po podpisaniu umowy.
Co sprawdzić w umowie z bankiem?
Dostajesz plik dokumentów. Brzmią jak przepis na bezsenność, ale przeczytaj wszystko. Tak, wszystko. Albo, chociaż te kluczowe punkty:
- Wysokość marży banku – to część oprocentowania, której bank raczej nie zmieni. Ale może być różna dla różnych ofert.
- Okres obowiązywania stałego oprocentowania – jeśli bierzesz stałą stopę, sprawdź, ile to potrwa i co się dzieje po tym czasie.
- Opłaty za wcześniejszą spłatę lub nadpłatę – jeszcze się nie ciesz, że chcesz spłacić wcześniej. Niektóre banki każą sobie za to płacić.
- Wcześniejsze uruchomienie transz (w przypadku rynku pierwotnego) – czy masz wpływ na to kiedy bank przelewa kolejne części kredytu? Czy musisz najpierw sprzedać nerkę?
Ubezpieczenia i produkty dodatkowe – czy są obowiązkowe, na jak długo i co się stanie, jeśli je wypowiesz po podpisaniu umowy?
Uwaga praktyczna:wszystko, co bank obiecał Ci ustnie, a nie znalazło się w umowie – nie istnieje. To nie przedszkole, tu obowiązują tylko papier i podpis.
Na co zwrócić uwagę u notariusza?
Wizyta u notariusza to moment, w którym podpisujesz dokument, który wiąże Cię z nieruchomością (i bankiem) na wiele lat. Jeśli czegoś nie rozumiesz – pytaj. Notariusz ma obowiązek Ci to wyjaśnić. Za to mu płacisz.
Na co zwrócić uwagę:
- czy dane stron i nieruchomości się zgadzają – szczególnie numer księgi wieczystej, powierzchnia, adres.
- Czy wpisujesz hipotekę zgodnie z umową bankową – czasem trzeba podpisać dwie umowy: jedną z właścicielem, drugą z bankiem (w formie oświadczenia o ustanowieniu hipoteki).
- Termin wydania mieszkania – ustal konkretną datę. Nie „kiedy bank przeleje środki”. Najlepiej – maks. kilka dni po akcie.
- Kary umowne i zapisy o zadatku/zaliczce – tutaj robi się grubo, jeśli coś nie wyjdzie. O tym niżej.
Co jeśli nie dostaniesz kredytu – zadatek a zaliczka
Jeśli podpisujesz umowę przedwstępną przed decyzją kredytową – robisz to na własne ryzyko. Ale niech to przynajmniej będzie ryzyko kontrolowane.
- Zadatek – to broń obusieczna. Jeśli Ty się wycofasz (np. nie dostaniesz kredytu) – tracisz go. Jeśli wycofa się sprzedający – musi oddać Ci go podwójnie.
- Zaliczka – łatwiejsza do odzyskania. Jeśli coś pójdzie nie tak – dostajesz ją z powrotem. Ale nie ma też kary dla drugiej strony, jeśli się rozmyśli.
Co wybrać?
Jeśli nie masz jeszcze decyzji kredytowej – walcz o zaliczkę. Ewentualnie – wpisz w umowę warunek: “jeśli kredyt nie zostanie przyznany do dnia X, zadatek zostaje zwrócony w całości”. Dla sprzedającego to mniej korzystne, ale jeśli nie chce się zgodzić – zapytaj siebie, czy naprawdę warto ryzykować 40 tysięcy, żeby „przyblokować” mieszkanie.
Co z mieszkaniem, jeśli rata urośnie?
A no właśnie. Życie się dzieje. Stopy rosną. Dochody spadają. Dziecko się rodzi, praca się kończy, a rata nieubłagana. Co wtedy?
Opcje, które warto znać:
- Wakacje kredytowe – tymczasowe zawieszenie spłaty raty. Od 2022 to legalna opcja dla wszystkich kredytobiorców raz na kwartał (stan prawny może się zmienić – sprawdzaj aktualne przepisy).
- Refinansowanie kredytu – czyli przeniesienie go do innego banku z lepszymi warunkami. Możesz zyskać niższą ratę, ale pamiętaj o kosztach: nowa wycena, prowizje, wpisy do KW.
- Negocjacje z bankiem – nie, to nie jest science fiction. Jeśli Twoja sytuacja się pogorszyła – idź i porozmawiaj. Bank woli, żebyś płacił mniej niż wcale.
- Sprzedaż mieszkania z kredytem – tak, da się. Kredyt zostaje spłacony z kwoty transakcji, a Ty (jeśli coś zostanie) zabierasz resztę.
Zasada? Nie przeczekuj problemu w nadziei, że samo minie. Raty same nie maleją. Jeśli czujesz, że robi się gorąco – reaguj od razu.
Albo wiesz, co robisz – albo płacisz za błędy
Kupno mieszkania z kredytem to dla wielu ludzi największa transakcja życia. I właśnie dlatego nie można podchodzić do niej na spontanie, z myślą „jakoś to będzie”. Tu nie ma miejsca na niedopowiedzenia, szybkie decyzje i romantyczne wizje życia w apartamencie z widokiem na las (krzyży heheh).
Zanim podpiszesz jakąkolwiek umowę – z bankiem, sprzedającym czy nawet z notariuszem – zrozum, na co się piszesz. Przemyśl budżet, zabezpiecz się na wypadek wzrostu raty, porównaj oferty i licz się z tym, że proces będzie trwał dłużej, niż byś chciał. Ale właśnie to podejście – świadome, rozsądne i bez różowych okularów – daje Ci największą szansę na to, że po wszystkim będziesz mieć nie tylko klucze, ale też święty spokój.
Bo własne mieszkanie ma cieszyć, a nie przyprawiać o palpitacje przy każdej racie.
FAQ – najczęstsze pytania o kredyt hipoteczny
Ile trwa proces zakupu mieszkania z kredytem?
Średnio od 6 do 10 tygodni. Najwięcej czasu zajmuje uzyskanie decyzji kredytowej – zwykle 2–4 tygodnie od złożenia wniosku. Do tego dochodzi podpisanie umowy przedwstępnej, zebranie dokumentów, wizyta u notariusza i wypłata kredytu. Jeśli kupujesz dziurę w ziemi, to wszystko może się jeszcze wydłużyć.
Czy mogę wziąć kredyt na mieszkanie bez umowy o pracę?
Tak, ale nie w każdym banku i nie na tych samych zasadach. Możesz dostać kredyt na podstawie działalności gospodarczej, umowy zlecenia albo umowy o dzieło – o ile masz stabilne i regularne dochody, dobrze udokumentowane. Im mniej „etatowy” dochód, tym więcej papierologii i tym bardziej bank będzie się przyglądał.
Co to jest operat szacunkowy?
To wycena nieruchomości sporządzona przez rzeczoznawcę majątkowego i potrzebna do zabezpieczenia kredytu. Bank potrzebuje tego dokumentu, żeby sprawdzić, czy mieszkanie, które chcesz kupić, rzeczywiście jest warte tyle, ile za nie płacisz – i czy w razie czego można je sprzedać za podobną kwotę.
Czy bank może odmówić po wstępnej decyzji?
Może. Wstępna decyzja to jeszcze nie umowa. Bank może się rozmyślić po analizie Twoich dokumentów albo po sprawdzeniu nieruchomości. Dopóki nie masz decyzji ostatecznej i podpisanej umowy kredytowej – nie masz kredytu.
Podobał Ci się ten artykuł?
Piszę poradniki o nieruchomościach bez marketingowej ściemy – tłumaczę przepisy na ludzki język, ostrzegam przed błędami (które sama popełniłam przez 10 lat wynajmowania mieszkań) i daję narzędzia, które faktycznie działają.
Robię to za darmo, bo uważam, że wiedza o nieruchomościach nie powinna być dostępna tylko dla tych, którzy znają się na paragrafach.
Ale utrzymanie portalu, tworzenie treści i checklisty kosztują czas i pieniądze. Jeśli ten artykuł ci pomógł, uratował przed głupim błędem albo po prostu lubisz to, co robię – postaw mi kawę. Albo dwie. Albo dziesięć, jeśli uratowałam cię przed kupnem mieszkania z grzybem pod tapetą.
Dzięki za wsparcie!


